poniedziałek, 24 lutego 2014

Słowem wstępu...

Nie da się ukryć, że moje samodzielne, studenckie życie przysporzyło mi wielu radości i ekscytacji. Budzący dreszczyk emocji powiew wolności i specyficzny, wielkomiejski klimat, nie sprzyjały utrzymaniu licealnej sylwetki. Wszelka aktywność fizyczna, której kiedyś imałam się tak ochoczo, poszła w odstawkę, ustępując miejsca pracy, nauce i szeroko pojętej "adaptacji" do nowych warunków bytu :-)
Ze swojej nadwagi zdałam sobie sprawę dość późno, choć sygnały ostrzegawcze pojawiały się regularnie z roku na rok. Nowe fałdki, dodatkowe kilogramy - mogłam śmiało konkurować z ludzikiem Michelin w boju o nową twarz marki... 

W ciągu 5 lat przytyłam blisko 10 kilogramów. Choć jako nastolatka byłam szalenie aktywna, z wiekiem odezwała się we mnie natura domatorki. Na tyle polubiłam swoją kanapę i telewizor, że nawet w obliczu mojej nadwagi, ciężko było mi się od niech oderwać. Z dnia na dzień narastała we mnie wściekłość i rozgoryczenie, czułam się ociężała i leniwa do granic przyzwoitości. W wieku 24 lat uszła ze mnie cała młodzieńcza energia. Początkowo nie wyobrażałam sobie, że uda mi się cokolwiek zmienić. Znając dobrze swój słomiany zapał i niebywałą zdolność do szybkiego zniechęcania się, bałam się zrobić pierwszy krok...

Nie dam rady... To bez sensu... Może jutro...  tak wyglądały pierwsze próby sprecyzowania jakiegokolwiek planu, choć z dnia na dzień w mojej głowie coraz silniej narastała potrzeba zmian. Wraz ze zbliżającym się końcem roku i perspektywą snucia noworocznych postanowień, dojrzałam do decyzji o radykalnej zmianie swojego dotychczasowego żywota ;-) Mając na względzie powrót do dawnej sylwetki i redukcję wagi, postanowiłam dołożyć wszelkich starań, by racjonalne odżywianie i aktywność fizyczna stały się nieodłączną częścią mojego codziennego życia. O swoich planach, zmaganiach i efektach chciałabym opowiedzieć na A Little Bit Fit...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz